Szczecin na przełomie dekad cz. 2. Rozmowa z Calvinem.

Szczecin na przełomie dekad cz. 2. Rozmowa z Calvinem.

Calvin to winylowy maniak, poszukujący perfekcyjnego groove od wielu lat. Zamieszany swego czasu w takie kultowe projekty, jak choćby Radio ABC czy festiwal Boogie Brain. Ma za sobą setki imprez w kraju oraz kilkukrotne występy u naszych zachodnich sąsiadów. Jest członkiem kolektywu Local Disco Allnighter, który współtworzy wraz z Ines Bloom oraz Speekiem. Maciek Gorzelak w refleksyjnej rozmowie opowie o nieco dawnych nielegalnych klubach Szczecina, a także początkach clubbingu w naszym portowym mieście.

FE: Już na samym początku naszej rozmowy cofnijmy się do dekady lat 2000-2010. Opowiedz w skrócie jak wyglądała scena klubowa w tamtych latach? Do których klubów najchętniej się chodziło?

Calvin: Początek 21 stulecia, to chyba początek City Hall w jego starej lokalizacji i z nieco odmienną propozycją muzyczną. Trochę później, to początek Alter Ego, które miało spełnić w mieście rolę tego bardziej alternatywnego, bohemiarskiego miejsca. Radio ABC w miejskim eterze nadaje audycje, jakich nie powstydziliby się londyńscy piraci. Co jeszcze? Trudno powiedzieć… myślę, że te dwa miejsca i radio były najważniejsze dla klubowej sceny w Szczecinie w tym czasie. Bardzo ważnym miejscem był też Sonar, miejsce działające krótko, ale za to bardzo intensywnie na początku millenium.

Pamiętam, że miałem okazję zagrać na otwarciu tego turbo-hedonistycznego klubu i przezabawnie wyglądała sytuacja, kiedy ok. godz. 22 w dniu otwarcia kończyły się prace budowlane na barze. Żeby było jasne, w żaden sposób nie przeszkodziło to w otwarciu klubu i przebiegu inauguracyjnego party. Dekada, o którą pytasz, to również festiwal Boogie Brain, którego dyrektorem artystycznym byłem przez cztery pierwsze edycje i na który ściągaliśmy artystów takich jak: SBTRKT, LTJ Bukem, Roy Ayers, Buraka Som Sistema i wielu, wielu innych. Świetnie dawały sobie radę również takie miejsca jak Neuron czy Crossed.

FE: Które lokale wspominasz najlepiej? W których najczęściej bywałeś, grałeś?

Calvin: Legendarne 1966 – tam moim zdaniem proto-clubbing zmienił się już w normalne zjawisko, takie jakie znane było na całym świecie. Wielkim sentymentem darzę nielegalną i niezwykle zasłużoną dla alternatywnej kultury Szczecina Tamę. Nielegalny Virus też zrobił swoją robotę w pewnym okresie. Organizowaliśmy imprezy w bardzo wielu miejscach. Doskonale wspominam junglową noc w pierwszej lokalizacji City Hall , na której naszą MC była Marika (ta od reggae z telewizora), Atmospheric – renomowany brytyjski cykl z atmosferycznym dnb z gośćmi z UK w Alter Ego też był sztosem.

FE: Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat działalności nielegalnych klubów w Szczecinie? Takie miejsca jak Tama, Borófka, Virus, Jamajka…

Calvin: Tak ja powiedziałem wcześniej Tama była miejscem niezwykłym. Lokal został wynajęty na próby pewnego alternatywnego szczecińskiego zespołu i mieściło się na Tamie Pomorzańskiej (nie wyobrażam sobie, aby dziś Szczecinianie byli zainteresowani clubbingiem w tak odludnym miejscu). Chłopaki potrzebowali na czynsz i wymyślili sobie, że w weekendowe noce będą organizować nielegalne imprezy, na których graliśmy (zero zezwoleń na cokolwiek) i pamiętam, że w bardzo krótkim czasie miejsce zrobiło się tak sławne ,że zjeżdżało się pół Szczecina.

Martwiliśmy się trochę, bo nie chcieliśmy żadnych służb robiących najazd i zamykających to miejsce. Bywali tam chyba wszyscy: lokalni artyści, studenci, chłopaki z miasta nawet. Ten miszmasz nigdy nie spowodował żadnej bijatyki ani jakiejś negatywnej akcji. Super miejsce, w którym naprawdę wydarzyło się dużo ciekawych rzeczy (wiele nie nadaje się do przytoczenia). Niestety budynek poszedł do rozbiórki.

FE: A gdybyś miał porównać lata 2000-2010 do obecnych? Czego według Ciebie brakuje teraźniejszej scenie klubowej?

Calvin: Zmieniło się wszystko. Dziś, dzięki przedsięwzięciom takim jak Boiler Room nie trzeba wychodzić z domu, żeby cieszyć uszy setami z pierwszej światowej ligi. Bycie djem dzięki digitalizacji stało się dostępne dla każdego. Zniknął też, nad czym najbardziej ubolewam, ten specyficzny element wspólnego – ekstatycznego przeżywania muzyki. Dobrej selekcji… przycisk „sync” przycisnąć potrafi każdy, selekcję mają nieliczni.

Udostępnij